Madryt w Barcelonie, Barcelona w Madrycie

Madryt w Barcelonie, Barcelona w Madrycie

W jaki sposób zmierzyć ile Barcelony jest w Madrycie i odwrotnie? Ile każde z miast ma z tego drugiego? Bo to, że się przenikają nie ulega dyskusji. Tak, jak to, że konfrontacja między Katalonią a Wspólnotą Madrytu (czy jak kto woli – resztą Hiszpanii) jest zdecydowanie wielowymiarowa.

To bez wątpienia wcale nie chłodny czas w relacjach barcelońsko-madryckich. Bo przecież coraz bliżej decydującej fazy są rozgrywki hiszpańskiej, piłkarskiej ekstraklasy oraz Pucharu Hiszpanii. A niemal tradycyjnie papierkiem lakmusowym będą konfrontacje FC Barcelony z Realem Madryt, których w lutym i na początku marca jest ponadnormatywna liczba. (A wkrótce może okazać się, że dojdzie do jeszcze jednego starcia między tymi ekipami w Lidze Mistrzów).

Ale przecież nie o nudnej piłce z dalekiego kraju ma to być wpis. To może o budzącej w nas ogromne emocje polityce? Też bez przesady, ale warto o niej wspomnieć, bowiem rozpoczął się przecież proces katalońskich polityków, którzy parli, jak czołgi do secesji regionu z Królestwa. Tę politykę można oczywiście postarać się sprawnie połączyć z historią. I w ten sposób pięknie otworzyć kolejne pole do dyskusji, sprzeczek i kuksańców, jakie sprzedają sobie obie strony.

Bardzo możliwe, że madrycki proces – choć bez udziału głównego zainteresowanego, Carlesa Puigdemonta – rozpala emocje bardziej, niż piłkarskie potyczki w El Clasico. Przypomnę tylko (choć także polskie media poświęcają tematowi sporo miejsca), że na ławie oskarżonych Sądu Najwyższego w Madrycie zasiadło dwunastu katalońskich polityków. Usłyszeli szereg zarzutów związanych z organizacją referendum niepodległościowego z 1 października 2017 roku. Najwyższa kara – 27 lat więzienia – grozi byłemu wicepremierowi rządu Katalonii, Oriolowi Junquerasowi.

Kolejna z manifestacji poparcia secesjonistów odbyła się w całym regionie 21 lutego. I rzeczywiście – zgodnie z zapowiedziami – przełożyło się to na funkcjonowanie mniej zaangażowanych. Także w samej Barcelonie, choć oczywiście i w całym regionie. Ze względu na strajk generalny bardzo ograniczona została na przykład liczba kursów pojazdów komunikacji miejskiej, co odczułem podróżując znacznie dłużej, niż zazwyczaj, z lotniska w El Prat do centrum stolicy Katalonii.

Tego dnia „obrońców” oskarżonych można było spotkać jeszcze do późnych godzin wieczornych na ulicach Barcelony i metrze – przechadzali się z katalońskimi flagami oraz z wpiętymi w garderobę, charakterystycznymi, żółtymi wstążkami. Ten symbol ruchu dążącego do oderwania regionu od reszty Hiszpanii jest zresztą wszechobecny. Zdobi miasto w przeróżny sposób. To nie tylko przypinki do ubrań, to także kokardy zawieszone nad uliczkami choćby dzielnicy Raval albo zawijasy wymalowane na chodnikach, murach, śmietnikach.

Gdy Barcelona kolejny raz protestowała, Madryt wiódł swe spokojne, dostojne życie. Dzień po katalońskim strajku generalnym obserwowałem, jak na Plaza Puerta del Sol przechodniów zabawiali mimowie, pokazy umiejętności dawali tancerze breakdance, a swą wirtuozerią popisywali się cymbaliści. Natomiast tłumy turystów robiły sobie zdjęcia przy cokole z herbem stolicy Hiszpanii, niedźwiedziem opierającym się o drzewo truskawkowe.

Nie oznacza to, że w Madrycie nie dzieje się w kontekście katalońskim. Choćby kilkadziesiąt godzin przed rozpoczęciem procesu separatystów Plac Kolumba opanowały dziesiątki tysięcy niezadowolonych z polityki hiszpańskiego rządu, który – ich zdaniem – chce dogadać się z „buntownikami”. Nie zabrakło wezwań do dymisji gabinetu Pedro Sancheza.

Głosy za niepodległością Katalonii, sprzeciw wobec tych dążeń albo obojętność tradycyjnie już słychać w zależności od tego, gdzie przyłoży się ucho. Katalońska „La Vanguardia” ukazuje, że jeszcze w 2006 roku zwolennicy niepodległego państwa stanowili 13,9 proc. przepytanych, by dekadę później osiągnąć liczbę nieco ponad 36 proc. Natomiast „El Periodico” ponad rok po pamiętnym referendum poinformowało, że tylko 42 proc. Katalończyków chciałoby referendum w sprawie niepodległości regionu. Łącznie ponad połowa opowiadała się za głosowaniem w sprawie zwiększenia autonomii albo nie chciała żadnego plebiscytu. Co ciekawe – tylko 28,8 proc. pytanych o jednostronne ogłoszenie niepodległości Katalonii poparło takie rozwiązanie! A jeszcze rok wcześniej miało ich być ponad 92 proc.

Jak widać tylko w tym niewielkim wycinku rzeczywistości, nie brakuje przenikania się Barcelony i Madrytu. A to przecież najbliższe nam czasy, choć znaczone wielowiekową, wspólną, niełatwą przeszłością. Nie mam wątpliwości, że sytuacja będzie się rozwijać w interesujący sposób. Czy pójdzie jednak w kierunku zadowalającym obie strony?

W Barcelonie udało mi się (dotychczas) znaleźć jedną ulicę poświęconą stolicy Hiszpanii. Avenida de Madrid łączy dzielnice Les Corts z Sants-Montjuich, przebiega całkiem blisko stadionu Camp Nou. Stolica Katalonii w Madrycie dorobiła się dwóch traktów – niedaleko Plaza Mayor jest Calle de Barcelona. Natomiast dawna ulica Pacifico, położna w pobliżu parku Retiro i stacji kolejowej Atocha, nosi teraz nazwę Avenida de la Ciudad de Barcelona.

Wchodzę do położonego przy niej pubu Bar on Rock. Skusiła mnie nazwa i… nie zawiodłem się – na ścianach plakaty i pamiątki rockowych i metalowych zespołów, na ekranie telewizora koncert AC/DC z trasy „Rock or Bust”. I właściciel – Armando – w koszulce tego zespołu. Przy kontuarze jeszcze dwie osoby raczące się drinkami i piwem – madrytczycy, choć jeden z Irlandii.
Ta rozmowa w którymś momencie musiała zacząć kierować się ku wiadomej kwestii. Gdy zapytali, czy podoba mi się Madryt, odpowiedziałem – zgodnie z moją prawdą – że jest ładny, monumentalny, ale bardziej w moje gusta trafia Barcelona. Po kilkuminutowej wymianie zdań pokręcili głowami i zdecydowanie stwierdzili, że jestem w błędzie.

– To nie jest najlepszy czas na dyskusje o kwestiach hiszpańsko-katalońskich – dodali jednak zgodnie chwilę potem.

Nad barem wisi kartka, na której napisano, że rozmowy o walkach byków i piłce nożnej są zakazane. Nikt jeszcze nie dodał, żeby nie poruszać tematów dotyczących trzeciej wielkiej namiętności mieszkańców Hiszpanów.

Dodaj komentarz