Kościół z góry

Kościół z góry

Nie odwiedzam kościołów. Znaczy zaglądam, ale w celach czysto turystycznych, zaspokajam swoją ciekawość związaną ze względami estetycznymi, a nie duchowymi. Ale nie mam wątpliwości, że wielu – spoglądając z góry na Barcelonę – szukało też innych doznań w pobliskiej świątyni.

Barcelona kościołami stoi. Pewnie nie mniej i nie bardziej, niż reszta Katalonii i Hiszpanii. Oczywiście można od razu przyłożyć do tego tematu wątek historyczny i republikańskich aktywności związanych z niesieniem ognia katolickim budowlom. Nie robiłem żadnych badań, ale wydaje się, że tak zwyczajnie, po ludzku, zarówno występki frankistów, jak i obrońców republiki mogą być oceniane jednoznacznie źle.

Mam swój ulubiony kościół w Barcelonie. I zdecydowanie nie jest to ten najsłynniejszy, bynajmniej. Sagrada Familia – jak donosi w monografii miasta Robert Hughes – nie jest też zbyt cenionym przez samych mieszkańców stolicy Katalonii obiektem sakralnym. Ot, maszynka do zarabiania pieniędzy. O Santa Maria del Mar (bo o nim myślę, jako moim ulubionym) jeszcze kiedyś napiszę. Na razie jednak wycieczka pod górę.

A tą górą jest Tibidabo i zlokalizowany tam Temple Expiatori del Sagrat Cor czyli Kościół Przebłagalny Świętego Serca Jezusowego. Pierwsze skojarzenie? Nie trzeba nawet dotrzeć do schodów u podnóża obiektu – widać to nawet z dołu. Rio de Janeiro i Jezus z rozłożonymi rękoma. Tak samo jest właśnie na szczycie szczytu Tibidabo. Ten wieńczący barceloński kościół jest spiżowy i ma 23 metry wysokości. Wcześniej był to mniejszy monument, ale został zniszczony podczas wojny domowej. Za kilka euro można wjechać windą na taras widokowy w pobliżu posągu.

Kościół – podobnie, jak pobliski maszt radiowo-telewizyjny Collserola – jest widoczny chyba z każdego zakątka miasta. A przynajmniej z tych najpopularniejszych. Spacerując Ramblą, Passeig de Gracia czy włócząc się w pobliżu Camp Nou bez problemu go dostrzeżemy.

Coś musi być w hiszpańskim „manana”. Skoro Sagrada Familia jest budowana od grubo ponad 130 lat, to nie powinno dziwić, że niewielki w sumie kościół na najwyższym szczycie pasma okalającego Barcelonę też nie powstał zbyt prędko. Lata 1902-1961 to czas wznoszenia tego charakterystycznego obiektu. Charakterystycznego, choć nie brakuje głosów, że jest niezwykle podobny do świątyń we Włoszech i Francji – bazylik Sacro Cuore di Gesu w Rzymie i Sacre-Coeur w Paryżu. Zresztą przy okazji wmurowania kamienia węgielnego pod budowę kościoła biskupa Barcelony Salvador Casanasa i Pages miał poprosić o jałmużnę na „nowy Montmartre w Barcelonie”. 29 października 1961 roku budowa oficjalnie została zakończona, a kościół został podniesiony do rangi bazyliki mniejszej przez papieża Jana XXIII.

To jeszcze kilka zdań o samym obiekcie. Jest złożony z dolnej krypty i górnego kościoła. Krypta powstała do 1911 roku. Rzeźby, łuki, mozaiki, witraże, kaplice, pięć naw – to w największym skrócie jej opis. Dekoracja wykonana w 1955 roku symbolizuje poświęcenia Hiszpanii Najświętszemu Sercu. Pierwotnie była w tym miejscu mozaika Trójcy Świętej, ale została zniszczona w 1936 roku. Główny kościół podzielony jest na trzy nawy z półkolistymi absydami. Okna prezbiterium poświęcone są Piusowi X, św. Janowi Ewangeliście, świętej Małgorzacie Marii Alacoque, świętemu Pawłowi i świętemu Janowi Bosko, który podczas wizyty w Barcelonie w 1886 roku stał się niejako właścicielem ziemi, na której później powstał kościół.

Czy warto? Zawsze, by poznać coś nieznanego.

Dodaj komentarz

Close Menu