Jeść nie tylko oczami

Jeść nie tylko oczami

Miliony turystów odwiedzających każdego roku Katalonię szuka w tym regionie prawdopodobnie każdego rodzaju doznań. I bez wątpienia je dostaje. Te związane z wypoczynkiem (także tym aktywnym), kulturą, sztuką, sportowymi emocjami, historią są na wyciągnięcie ręki. Równie blisko są doznania związane z jedną z najbardziej podstawowych potrzeb, jedzeniem.

A dokładniej jedzeniem i piciem. Bo tak naprawdę kulinarne poszukiwania zacząłem od wytropienia lokalu, w którym mógłbym napić się smacznego piwa. (Nie to, że w upalny dzień, na szybko, pragnienie źle gasi na przykład napój „z gwiazdą”, ale sami wiecie, o co chodzi).

Dwa pierwsze lokale, na jakie trafiłem, a które serwowały piwa z gatunku smacznych, już nie istnieją. Cerveteca zlokalizowana była w pobliżu poczty, przy ulicy Gignas. Świetna obsługa klimatyczny wystrój, kilka nalewaków i pomp oraz ogromny wybór butelek. Wzrok przykuwała narysowana kredą na tablicy nad barem piwna panorama Barcelony. Około trzech i pół roku temu lokal został zamknięty.

Mniej więcej w tym samym czasie zniknął z piwnej mapy stolicy Katalonii George and the Dragon. To było oczywiste nawiązanie do patrona Katalonii, św. Jerzego, oraz jego rycerskiej walce ze smokiem. Położony w pobliżu skrzyżowania Passeig de Gracia z, jeśli mnie pamięć nie myli, Disputacio miał kompletnie inny klimat. To raczej industrialne miejsce, wielokran w nowoczesnym stylu. W pamięci wyrył mi się serwowany tam doskonały cydr truskawkowy.

Dwie przecznice dalej, okolice Passeig de Gracia/Arago, jest (tak, ciągle działa i ma się całkiem nieźle) lokal o nawie CocoVail Beer Hall Barcelona. To miejsce, gdzie można wypić dobrego piwa, jak i całkiem porządnie zjeść. Kurczaki, hamburgery, ale i przekąski. Kiedyś mieli tam smaczne bravas, ale ostatnio chyba zbierają inne ziemniaki. Klimat raczej brytyjskiej knajpy (i rzeczywiście chyba najwięcej tam przyjezdnych z Wysp), wieczorami często trudno o miejsce, ale warto spróbować. No i jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żebym nie zastał tam – na jednym z niemal 30 kranów – doskonałego krieka.

Jest jednak takie miejsce na piwnym planie Barcelony, które odwiedzam jeśli nie za każdym razem, to niema za każdym. Trafiłem tam kilka lat temu przy okazji pierwszej wizyty na Barcelona Beer Festival. Lokal nazywa się Olgod i jest zlokalizowany przy Carrer l’Hospital, w pobliży Rambla Raval. Dobre rockowe, metalowe, hardcore’owe granie towarzyszy degustacjom głównie lokalnych piw. Przyjazna obsługa i niezwykły właściciel (chyba Duńczyk, choć nigdy go o to nie zapytałem) zachęcają do powrotów w to miejsce. Przyciągają też doskonałe piwa. W mojej ocenie to takie miejsce, którego nie można pominąć, gdy przybywacie do Barcelony i szukacie nie tylko doznań kulturalno-duchowych.

Zresztą, jeśli chcecie szybko coś przekąsić między pierwszym a siódmym piwem, możecie oczywiście zamówić tapa w lokalu albo wybrać się po sąsiedzku do marokańskiej knajpki Magrebi Hallal. Choć można podjeść tam propozycji z kraju Maghrebu, w karcie są choćby różnego rodzaju tadżiny, to szybko i tanio (choć może niekoniecznie wykwintnie) proponuję wrzucić na ruszt hamburgera z frytkami i jajkiem smażonym. Wydatek rzędu trzech (albo nieco ponad) euro przywraca siły i może nakłonić do powrotu na smaczne piwa do Olgod.

Ale żeby nie było, że o samym piciu i szybkim przekąszaniu między kolejnymi szklankami tu piszę. Przedstawiam moje ostatnie odkrycie, miejsce wyjątkowe zarówno pod względem jakości serwowanych dań, jak i atmosfery, jaką potrafią stworzyć właściciele.

Bar Xapako położony jest w barcelońskiej dzielnicy Eixample, blisko Passeig de Gracia, ale jeszcze bliżej stacji metra Girona i placu Tetuan. Na pewno warto zejść tych kilkaset metrów ze szlaku wiodącego z Rambli przez Casa Batllo, La Pedrerę w kierunku Sagrada Familia.

W tym miejscu można, a nawet trzeba, popróbować przeróżnych tapas. To właśnie na przekąski właściciele lokalu stawiają przede wszystkim. Ale oczywiście można zamówić klasyczne dania, spróbować najpopularniejszych hiszpańskich piw, ale też rzemieślniczych. Dobrą duszą lokalu bez wątpienia jest jego właściciel, Paco Fernandez. Doskonale zorientowany w tym, co serwuje, chętnie podpowie, wyjaśni, poleci. Do Bar Xapako zaglądają nie tylko turyści, ale też okoliczni mieszkańcy, znajomi właścicieli, co tylko dobrze świadczy o tym miejscu.

– To miejsce, w którym spotykamy się z naszymi przyjaciółmi – mówi właściciel lokalu, Paco. – Proste, nieformalne miejsce, w którym królują tradycyjne tapas. Wszyscy czują się tu, jak wśród przyjaciół.

Ciekawostka dla wielbicieli piw rzemieślniczych – syn Paco jest współwłaścicielem barcelońskiego browaru Almogaver. Warzone w nim piwa – co zrozumiałe – bez problemu można dostać w barze Paco. Warzelnia gościć będzie też na   tegorocznym Barcelona Beer Festival w połowie marca.

Nie mam wątpliwości, że takie miejsca, jak Bar Xapako i jego właściciele tworzą doskonały klimat odwiedzanych miejsc. Są magnesem, który zachęca do powrotów.

Oczywiście można też celować w gwiazdki Michelin. W Barcelonie były od koniec poprzedniego roku 22 lokale wyróżnione w ten sposób. Dwa z nich wywalczyły maksymalną liczbę, po trzy gwiazdki. To Lasarte w Eixample i Abac w dzielnicy Sarria, prowadzony przez znanego polskim widzom programu MasterChef Jordiego Cruza.

Na pewno w nich też jest smacznie. Lecz ja wybieram takie lokale, jak Bar Xapako. Zresztą już obiecałem, że odwiedzę Paco w marcu.

Dodaj komentarz