Tibidabo dla piechurów

Tibidabo dla piechurów

Powracanie do odwiedzonych w przeszłości miejsc, wbrew pozorom, ma sporo plusów i wiele sensu. Jest bowiem doskonałą okazją do spojrzenia na nie z innej perspektywy, poszerzenia wiedzy albo osiągnięcia zwykłej przyjemności przebywania na znanym i lubianym terenie. Tym razem o niekoniecznie oczywistym sposobie sprawienia, by jedno z najbardziej pożądanych miast świata padło nam do stóp.

Panorama Barcelony i BadalonyŻeby spojrzeć na nie z góry, trzeba było najpierw spory kawałek przeprawić się zupełnie pod miastem. Przez długi czas nawet nie mieliśmy szans na spojrzenie na Barcelonę, która już niedługo miała ukazać nieznane wcześniej – przynajmniej w części – oblicze. Podmiejski pociąg, startujący na pl. Catalunya kolebał się tunelami wybudowanymi pod miastem. Poszczególne dzielnice – Eixample, Gracię,Sant Gervasi, Sarrię – mijaliśmy niemal nieświadomie. Dopiero zbliżając się do Vallvidrery, u podnóża masywu Collserola, można było ujrzeć pierwsze od więcej niż pół godziny światło dzienne.

Wśród niezliczonych miejsc „must see” (a w tym przypadku może raczej „must be”) w Barcelonie jest bez wątpienia jeden z lepszych punktów widokowych miasta, wzgórze Tibodabo. Nie ma co się za bardzo rozpisywać o samym szczycie, bo to przecież wiedza oczywista dla tych, którzy choć trochę kiedykolwiek zainteresowali się stolicą Katalonii. Ale dla przypomnienia małe kompendium. Najwyższy szczyt pasma Collserola, 512 m n.p.m., wznosi się po północno-zachodniej stronie Barcelony, rozciąga się z niego widok na miasto, najbliższe okolice oraz wybrzeże Morza Śródziemnego. Na górze park rozrywki, który działa praktycznie od początku poprzedniego wieku oraz charakterystyczny Kościół Przebłagalny Świętego Serca Jezusowego, któremu poświęciłem kilka zdań w jednym z wcześniejszych wpisów.

KościółLubicie legendy? Tibidabo też ma swoją, dotyczącą nazwy. Ta najbardziej rozpowszechniona nawiązuje do ewangelii św. Łukasza. W portalu Catholic Barcelona możemy przeczytać, że „szatan zabiera Jezusa na szczyt góry i ofiarowuje mu władzę we wszystkich królestwach świata jeśli pokłoni się i będzie go wielbił”. W łacińskim przekładzie pojawia się właśnie określenie „tibi dabo”, czyli „Tobie dam”. Do tego nawiązuje też Manuel Vazquez Montalban w swojej książce „Barcelonas”.

Jednak przecież nie samo Tibidabo ma być bohaterem tego tekstu, a niekoniecznie najpopularniejsza metoda dostania się na to słynne wzgórze. Wracamy więc do pociągu i poświęcamy kolejne minuty na podziwianie wcześniej nieznanych zakątków Barcelony. Na razie zza wagonowych szyb, ale już wkrótce obcując z wszechobecną przyrodą. Tym bardziej, że Park Naturalny Collserola, którego tylko niewielkim elementem jest Tibidabo, zajmuje ponad osiem tys. hektarów. Na tym obszarze są miliony drzew, ok. tysiąca gatunków roślin, niemal dwie setki różnych gatunków kręgowców. Prawdziwy przyrodniczy rezerwuar metropolii Barcelony. A to wszystko poprzecinane setkami ścieżek i tras, które pozwalają na relaks, aktywny wypoczynek lub leniwe podziwianie okolicy.

Pieszą podróż w kierunku Tibidabo można zacząć na przykład na działającej od 1916 roku stacji kolejowej Baixador de Vallvidrera. Cofamy się trochę w kierunku, z którego przyjechaliśmy i skręcamy w stronę interesującego nas wzgórza. Tak naprawdę zanim na dobre zaczniemy zdobywać Tibidabo, możemy zaczerpnąć łyk dziejów.

Przy trasie, którą wybieramy, wyrasta bowiem obiekt z przeszłością, Villa Joana. Dom datowany nawet na XVI wiek jest jednym z klasycznych przykładów tzw. masii, czyli wiejskich budynków charakterystycznych dla południa Francji czy obszaru zajmowanego przez dawne Królestwo Aragonii. W XIX wieku willa stała się domem letniskowym. Dla historii miasta najważniejsze jest jednak to, że była ostatnim miejscem zamieszkania dla pisarza Jacinta Verdaguera, jednego z najważniejszych, katalońskich twórców, istotnej postaci narodowościowego ruchu Renaixenca. Zwany „księciem katalońskich poetów” zmarł tu w czerwcu 1902 roku. Później w domu mieściła się szkoła, a od 1963 roku Villa Joana stopniowo była przekształcana w jego muzeum. Dziś to jeden z oddziałów Muzeum Historii Barcelony, poświęcony właśnie literaturze i ukazujący Barcelonę, jako miasto literackie.

Wieża pośród lasówOkoło sześciokilometrowa trasa wiedzie najpierw asfaltowymi i betonowymi traktami, by niedługo później przybrać formę szerszych lub węższych szutrowych dróg i ścieżek. Oczywiście dowolność w wyborze tej właściwej trasy jest całkiem spora, a żadna z nich nie wydaje się zbyt wymagająca, nawet dla mało wprawnego piechura. Doskonale w wyborze traktu pomogą dobrze widoczne i utrzymane oznaczenia szlaków.

Choć wysokości nie są znaczące, to widoki czasem zapierają dech w piersiach. Szczególnie, gdy z leśnych ścieżyn dotrzemy do znacznych, nieosłoniętych skrętów trasy. Pod stopami ścielą się ogromne, zalesione tereny, a w dali zaczyna majaczyć Barcelona. (Niektórzy uczestnicy wyprawy – mający problemy z wysokością, a może przestrzenią – musieli szukać towarzystwa psa, by móc pokonać problematyczne dla nich miejsca. Najważniejsze, że się udało).

Maszt radiowo-telewizyjnyTo, że jesteśmy coraz bliżej celu, uświadamia rosnący w oczach radiowo-telewizyjny maszt, który powstał specjalnie na potrzeby transmisji z Igrzysk Olimpijskich 1992 roku – Torre de Collserola. Ale zanim przejdziemy w jego najbliższej okolicy, z góry przygląda nam się bacznie Casa Vilaro de Torres. Wieża zaprojektowana i wybudowana w 1899 roku przez Joaquima Bassegoda Amigo. Pierwotnym jej przeznaczeniem było trzymanie pieczy nad historycznym hrabstwem Valles. Wówczas nazywała się „Torre Miralluny”, dziś najłatwiej odnajdziemy ją po określeniu Can Potosi. Zlokalizowana wysoko strażnica jest widoczna z większej części parku. Zresztą takich modernistycznych i klasycystycznych budynków z przełomu XIX i XX wieku jest na terenie parku Collserola znacznie więcej – łącznie około 20.

A potem zaczynają się już pierwsze zabudowania położone u szczytu Tibidabo. Jeszcze kilka ciasnych zakrętów, z których coraz wyraźniej widać położoną w dole zabudowę Barcelony i możemy wejść na plac przed kościołem, przy restauracji. Wypić piwo, zjeść posiłek, albo skorzystać z atrakcji oferowanych przez park rozrywki. To dobra nagroda za wysiłek włożony w niesztampowe dostanie się do tego najprawdopodobniej najpopularniejszego punktu widokowego stolicy Katalonii.

Na koniec jeszcze kilka zdań o tych bardziej standardowych i najchętniej wykorzystywanych. Te możliwości dostania się na Tibidabo są według mnie dwie. Najbardziej romantyczna to oczywiście ponadkilometrowa podróż historycznym, niebieskim tramwajem z okolic pl. Kennedy’ego (dojeżdża tu linia metra nr 7) wzdłuż Alei Tibidabo do dolnej stacji kolejki (pl. Doctor Andreu). Tramwaj bywa wyłączany na czas prac modernizacyjnych, za środek transportu po tej samej trasie może służyć autobus nr 196. Mniej urzekająca, ale też interesująca, może być inna podróż przy użyciu kolejki i autobusu. Kolejka rusza z okolic stacji Peu del Funicular (zatrzymują się tu m.in. lokalne pociągi S1 i S2 jadące z pl. Catalunya), wspina się przez kilka minut do górnej stacji Vallvidrera, a kilkanaście metrów od niej znajduje się przystanek autobusu 111, którym można wjechać na sam szczyt wzgórza. (Ten autobus zaczyna swoją trasę nieco niżej, w samej dzielnicy Vallvidrera).

Dodaj komentarz