Francuska stacja z duszą

Francuska stacja z duszą

Może nie ma aż takiego uroku, jak Sao Bento w Porto, który jest podziwiany głównie z powodu wystroju poczekalni wykonanego z malowanych płytek „azulones”. Jednak to jedna z tych stacji kolejowych – nie tylko katalońskich – która ma duszę. Nawet jeśli nie planujecie podróży pociągiem, warto choć na chwilę zajrzeć do Estacio de Francia.

Lokalne i regionalne wypady organizuję niemal zawsze pociągiem, rzadziej autobusem. Podstawową przyczyną jest to, że jestem szczęśliwym „nieposiadaczem” prawa jazdy, więc wypożyczanie samochodu odpada. Ale tą ważniejszą jest danie sobie szansy obserwacji życia „lokalersów”. Przemieszczanie się komunikacją zbiorową jest doskonałą możliwością poznania zwyczajów mieszkańców nieznanych krain, ale i na zadzierzgnięcia oryginalnych znajomości. Nie przypominam sobie jednak ani jednego wypadu, który kończyłby się lub zaczynał na stacji francuskiej w Barcelonie. Co nie znaczy, że nie zajrzałem do środka.

Stacja francuska z zedwnątrzObiekt położony jest w pobliżu Park de la Ciutadella i tamtejszego ZOO, w sąsiedztwie wieżowców, które w 1992 roku stanowiły wioskę olimpijską podczas barcelońskich igrzysk. Bardzo łatwo do niego dojść wędrując od kolumny Kolumba pasażami właśnie słynnego odkrywcy oraz Izabeli II, a także wędrując uliczkami dzielnicy La Ribera od kościoła Santa Maria del Mar i centrum kulturalnego El Born.

Gdy pierwszy raz dotarłem do Barcelony na własną rękę (czyli przy okazji drugiej wizyty w tym mieście, ponad dekadę temu), kompletnie nic nie zachęcało mnie, żeby zajrzeć do wnętrza stacji. Z zewnątrz, owszem, szybkie foto i dalej biegiem do pobliskiego parku. Wszak w tydzień musiałem zobaczyć te wszystkie miejsca „must see” stolicy Katalonii. W końcu do zajrzenia do środka zachęciła mnie literatura.

Zmarły niedawno Carlos Ruiz Zafon popełnił swego czasu opowiastkę „Marina”, która pierwotnie miała być jedną z jego pozycji skierowanych do młodzieży. (Jest zresztą moją ulubioną jego opowieścią; bez bicia przyznam, że do tych najsłynniejszych jeszcze dojrzewam). Ostateczny jej kształt nie jest jednak chyba kierowany do tej grupy, a przynajmniej nie do całej. Bo to z jednej strony trochę straszna, z drugiej bardzo smutna historia rozgrywająca się praktycznie w całej Barcelonie lat XX poprzedniego wieku. Bo na jej kartach pojawiają się tak odległe dzielnice, jak Sarria, pojawia się Rambla, La Ribera i – kilkukrotnie – właśnie Estacio de Francia.

„Pod kopułą pociągi drzemały na peronach, a podróżni kręcili się niecierpliwie. Zawsze sądziłem, że stare dworce kolejowe były nielicznymi magicznymi miejscami, jakie pozostały jeszcze na świecie. Unosiły się na nich wspomnienia dawnych pożegnań, rozstań, początków dalekich podróży, z których nie było już powrotu”

– mówił bohater Zafonowej książki.

I jest to niezwykle trafny opis. Czuć bowiem w zakamarkach tego dworca przeszłość, historię, czasy, do których nie ma powrotu. Zresztą w tym miejscu pierwsza stacja powstała już w połowie XIX wieku. W 1848 roku zainaugurowana została linia do pobliskiego miasteczka Mataro (pierwsze kolejowe połączenie w Hiszpanii) w kolejnych latach przedłużana m.in. do Arenys de Mar. Niedługo później powstała linia do Granollers. Od lat 60. XIX wieku można było stąd dojechać także do Lleidy, Saragossy, Madrytu i Francji. I właśnie od tego kierunku zyskała swą nazwę – stacja francuska.

Pierwszą przebudowę, a w zasadzie rozbiórkę dotychczasowej i powstanie zupełnie nowej stacji w tym miejscu, Barcelona przeżyła przy okazji przygotowań do drugiej w tym mieście Wystawy Światowej z 1929 roku. Prace w całym mieście zaczęły się trzy lata wcześniej.

Wnętrze poczekalniAutorami jednego z projektów – nowoczesnego i funkcjonalnego dworca kolejowego – byli Andreu Muntaner i Pedro Muguruza. Wymyślili obiekt podzielony na dwie główne części: poczekalnię dla pasażerów i sekcję odjazdów pociągów (co ciekawe – w jednym kierunku, pojazdy ruszają w stronę morza i zakręcają na północ). Dwanaście torów i siedem peronów skrytych jest pod ogromnymi, półkolistymi, żelazno-szklanymi dachami. Naturalne światło dodaje dodatkowego klimatu. Wrażenie robi też poczekalnia, wykonana z wysokiej klasy materiałów, m.in. z marmuru oraz brązu. Charakterystycznym elementem jest ogromny zegar.

Na kolejne poważne prace dworzec czekał około sześciu dekad. Podczas przygotowań do wspomnianych wcześniej Igrzysk Olimpijskich, został zamknięty na cztery lata – od 1988 do 1992 roku. Zmodernizowano nieco sam gmach dworca, a tak – w znacznym stopniu – układ torowy, chowając jego część do tuneli i zyskując tym samym nowe obszary do zabudowy. Jednak Estacio de Francia już wcześniej straciła na znaczeniu. W 1969 roku uruchomiony został dworzec Barcelona-Sants. To on do tej pory jest tym głównym, który przejął większość ruchu kolejowego miasta.

Jeszcze kilka lat temu w każdą pierwszą sobotę miesiąca w Estacio de Francia organizowana była giełda modeli pociągów. Nie udało mi się znaleźć jednak informacji, czy przedsięwzięcie jest kontynuowane. A sam nigdy nie trafiłem na to wydarzenie.

Konstrukcyjnie podobne do stacji francuskiej dworce w Hiszpanii spotkałem natomiast w Walencji i w Kadyksie.

Dodaj komentarz