You are currently viewing Wielki Brat z Ciutat Vella

Wielki Brat z Ciutat Vella

Nie to, żebym przy okazji każdej wizyty w Barcelonie namiętnie szukał tego miejsca. Ale okazuje się, że gdybym specjalnie chciał trafić na Plac Geoge’a Orwella, mógłbym spektakularnie polec. Mimo że wiem, że jest gdzieś w pobliżu Placu Sant Jaume i podczas drugiej swojej wizyty w stolicy Katalonii przez tydzień mieszkałem dosłownie przecznicę od niego.

Na refleksję o tym słynnym brytyjskim dziennikarzu i pisarzu, który właściwie nazywał się Eric Blair, naszło mnie, gdy zobaczyłem, że w połowie stycznia pojawiło się kolejne wydanie „W hołdzie Katalonii”. Dokument poświęcony części hiszpańskiej wojny domowej publikowano w Polsce w przynajmniej sześciu różnych wydaniach – przynajmniej ja tyle naliczyłem, choć pewnie mogło mi coś umknąć. U mnie na półce miejsce znalazły trzy – dwa pierwsze Oficyny Literackiej oraz właśnie to najnowsze.

Wydaje się, że „W hołdzie Katalonii” to jedna z dwóch najpopularniejszych literackich propozycji, które opisują tamte wydarzenia z punktu widzenia Republiki. Drugą – choć nie jest dokumentem, jak dzieło Orwella – jest „Komu bije dzwon” Ernesta Hemingwaya. Ten też przyjechał na Półwysep Iberyjski, jak jego brytyjski kolega po fachu, by relacjonować konflikt. Nie wciągnął się jednak w tamte wydarzenia tak dosłownie, jak Orwell i na froncie nie pojawiał się jako bezpośredni uczestnik walk.

W największym skrócie – George Orwell przyjechał do Barcelony ze swoją żoną Eileen O’Shaughnessy w grudniu 1936 roku. Niekoniecznie z myślą o walce. Stało się jednak inaczej – trafił m.in. na front aragoński. Po tym, gdy w 1937 roku rozgorzał konflikt między anarchistami a stalinistami oraz otrzymanym postrzale w gardło, wyjechał z Katalonii w czerwcu tamtego roku. „W hołdzie Katalonii” została wydana jeszcze w czasie trwania wojny, w 1938 roku.

Przybyłem do Hiszpanii z zamiarem pisania artykułów prasowych, jednak niemal od razu dołączyłem do milicji, ponieważ w tamtej chwili i w tamtej atmosferze inna postawa była nie do pomyślenia. Anarchiści wciąż posiadali pełną kontrolę nad Katalonią, a rewolucja była w pełnym rozkwicie. (…) dla kogoś, kto dopiero co przybył z Anglii, wygląd Barcelony był czymś zaskakującym i przytłaczającym. Pierwszy raz znalazłem się w mieście, w którym klasa robotnicza była u władzy.

Chyba nie powinno dziwić, że stworzony przez Orwella obraz Barcelony i w ogóle tamtych czasów odcisnął na mieście silne piętno w znacznie późniejszych latach. Bo Brytyjczyk jest w pewnym sensie fetowany po dziś. Z jednej strony pozostały niezależne od niego, choć przez niego odciśnięte na kartach książki miejsca. Z drugiej zaś – wydarzenia i lokalizacje, które są konsekwencją dokumentu przez niego spisanego i wydanego.

Mieszczące się w jednej z moich ulubionych części Barcelony, dzielnicy Raval CCCB (Centrum Kultury Współczesnej) wraz z lokalnymi badaczami pracy brytyjskiego pisarza od 2013 roku organizuje Dzień Orwella. Nie tylko działają na rzecz zachowania spuścizny Orwella, ale także zabiegają, by jego przesłanie było ciągle aktualne.

Z Dniem Orwella nierozerwalnie związana jest trasa literacka śladami Brytyjczyka. Oczywiście można to zrobić na własną rękę, zakreślając w książce odpowiednie lokalizacje, a potem je odnajdując na mapie. Ale można też wesprzeć się gotową propozycją.

Postanowiliśmy z moim angielskim kolegą wrócić do hotelu Continental. Gdzieś w oddali słychać było strzały, ale raczej nie dobiegały one z Ramblas. Po drodze wstąpiliśmy do hali targowej. Niewiele straganów było otwartych, a te, które otworzono, oblegał tłum mieszkańców robotniczych dzielnic położonych na południe od Ramblas. (…) zakupiliśmy więc po filiżance kawy oraz kawałek koziego sera, który wetknąłem między moje granaty. Kilka dni później ów ser bardzo mi się przydał.

No i właśnie takim przykładem trasy związanej z Orwellem może być spacer Ramblą i uważne wypatrywanie charakterystycznych miejsc. To przede wszystkim hotel Continental (La Rambla 138), w którym miała powstać znaczna część „W hołdzie Katalonii”. W obecnym hotelu Rivoli (La Rambla 128), przejętym wówczas budynku Banku Katalonii była siedziba Komitetu Wykonawczego POUM. Naprzeciwko Teatr Poliorama, na dachu którego Orwell wraz z kompanami mieli monitorować siedzibę POUM oraz sąsiednią kawiarnię Moka. Spędzili tam trzy dni, podczas których przydał im się kawałek sera kupiony wcześniej na targowisku La Boqueria. Poza tym budynek dawnego teatru Principal, który był pierwszym punktem Orwella w Barcelonie, czy kościół Santa Maria del Pi.

Plac, drzewa, ludzie przy stolikachOstatnie z miejsc – tym razem symbolicznie związane z Georgem Orwellem – to plac nazwany jego imieniem. Powstał na przełomie lat 80. i 90. minionego wieku i aż do 1996 roku nie miał oficjalnej nazwy.

Jak można wyczytać w „La Vanguardii” z 27 stycznia 1996 roku

Plac jest wynikiem jednej z rozbiórek przeprowadzonych w okolicy i znajduje się u zbiegu ulic Escudillers, N’Arai, Areny. Kiedy ta nowa przestrzeń została otwarta, zainstalowano tam rzeźbę artysty Leandre Cristofola.

Ze względu na tę surrealistyczną rzeźbę zanim stał się Placem Orwella, był nazywany „placa del tripi”. Mnie ta rzeźba przypomina oko Wielkiego Brata – tak bym sobie symbolicznie wyobrażał element, który był jednym z elementów Orwellowskiego „Roku 1984”. Zresztą – paradoksalnie – przestrzeń, która miała być przyjazna mieszkańcom i turystom szybko stała się miejscem głośnym, chętnie odwiedzali ją wielbiciele napojów wyskokowych oraz handlarze narkotykami. Stał się do tego stopnia nieprzyjazny lokatorom okolicznych kamienic, że w 2001 roku został pierwszą przestrzenią w Barcelonie objętą całodobowym monitoringiem.

Dekadę później przeprowadzona została kolejna przebudowa. Zlikwidowane zostały schody, na których ochoczo gromadzili się pijaczkowie, pełniące jednocześnie rolę nieoficjalnego szaletu. Poza tym przybyło drzew, powstał też plac zabaw dla dzieci, co miało skłonić do rodzinnego spędzania czasu w tym miejscu i zmienić jego charakter. W pobliżu nie brakuje też kafejek i restauracji. Czy to się udało? Spróbujcie sprawdzić sami. Muszę przyznać, że mnie dawno tam nie było.

Wojna ta, w której odegrałem nieznaczną rolę, pozostawiła mi głównie złe wspomnienia, a jednak nie żałuję, że brałem w niej udział. Rozczarowanie i cynizm wcale nie muszą być efektem takiej tragedii jak ta – bo wojna w Hiszpanii, bez względu na jej wynik, była ogromną tragedią, nie tylko na poziomie rzezi i fizycznego cierpienia. Wszystko, co tam przeżyłem niespodziewanie podbudowało, a nie umniejszyło, moją wiarę w ludzką przyzwoitość.

* Nieopisane w tekście cytaty pochodzą z książki „W hołdzie Katalonii”, wydawnictwo Vis-a-vis Etiuda, 2021 (s. 7, 166, 300)